Czego bał się Jimi Hendrix?

We  wpisie z grudnia 2015 roku Mikołaj zadał wiekopomne pytanie: o co chodzi w bluesie? Ów gatunek muzyczny podsumował jednym słowem- rozlazłość. Po naprawdę wielu godzinach wspólnego słuchania tego gatunku zrodziła się we mnie fraza, dość brutalna i nieelegancka, która jest ucieleśnieniem istoty muzyki bluesowej. Flaki na wierzchu– tak właśnie brzmi moja prywatna definicja idealnego utworu bluesowego. Tylko najbardziej pierwotne emocje i szczere wyznania mogą być treścią bluesa. To publiczny emocjonalny ekshibicjonizm. Aby bliżej przedstawić ten typ wrażliwości artystycznej wspomnę kilka utworów bluesowych, które moim zdaniem najlepiej w ów trend się wpisują… Czytaj dalej Czego bał się Jimi Hendrix?

Black Sabbath w Tauron Arenie (Kraków), 2.07.2016

2 lipca w krakowskiej hali Tauron Arena miało miejsce muzyczne wydarzenie roku. To zdanie z pewnością nie jest przesadzone, skoro był to pożegnalny koncert legendy ciężkiego grania i zarazem grupy, który jest uważana za tą, która wymyśliła metal jako gatunek. Chodzi oczywiście o Black Sabbath, a ze względu na to, że miałem to niezwykłe szczęście tam być, dzielę się tutaj swoją relacją z tej imprezy. Musze zaznaczyć, że przeżywałem ten koncert będąc w Golden Circle, czyli tam gdzie był największy młyn, więc znajdzie się również kilka spostrzeżeń, myśli z tego tornada, które zwykle wytwarza się pod sceną.

Czytaj dalej Black Sabbath w Tauron Arenie (Kraków), 2.07.2016

Blues gitarą stoi

Blues od zawsze ma się nieźle. W zasadzie od początku XX wieku aż do dnia dzisiejszego istnieje spora grupa wyznawców bluesa, którzy niezależnie od panujących trendów pasjonują się tą muzyką. Nie inaczej jest obecnie. Blues trzyma się dość mocno, lecz niestety nieco jednowymiarowo. Ku rozpaczy mojej nie pojawiają się już w nagraniach bluesowych takie instrumenty jak chociażby harmonijka czy zapomniane kazoo. Absolutnie dominującą rolę odgrywa gitara elektryczna. Przyjrzyjmy się tym współczesnym „wymiataczom”, którzy wiodą ów bluesowy prym… Czytaj dalej Blues gitarą stoi

„Rozbij Ten Zamek” – wrażenia z koncertu Davida Gilmoura we Wrocławiu

Czasem wydaje się, że życie człowieka zmierza do pewnego, swego rodzaju kulminacyjnego momentu. Do momentu, od którego spojrzenie na pewne sprawy nigdy nie będzie już takie samo, a dotychczasowe doświadczenia i przeszłość tracą na znaczeniu. Są też chwile, których nie chce się zamienić na żadne inne. Momenty, które sprawiają, że nawet największy dekadent nabiera ochoty do życia, przez co zmienia swoją hierarchię wartości. Właśnie takim dniem, w którym można było doświadczyć wyżej opisanych emocji, był koncert Davida Gilmoura na Placu Wolności we Wrocławiu.

Czytaj dalej „Rozbij Ten Zamek” – wrażenia z koncertu Davida Gilmoura we Wrocławiu

O wyższości Morricone nad Zimmerem

Bez nich kino nie byłoby takie samo, muzyka prawdopodobnie rozwinęłaby się w innym kierunku, a sztuka ucierpiałaby w sposób bezlitosny. Mowa oczywiście o dwóch wybitnych kompozytorach, Ennio Morricone i Hansie Zimmerze. Zarówno jeden jak i drugi są inspiracją dla wielu artystów, uważani są za geniuszy w swojej branży, zachwycają różne pokolenia oraz posiadają niezliczone rzesze fanów na całym świecie. Mimo wszystko, przynajmniej moim zdaniem, nie powinno się ich stawiać na równi. Dyskutując kiedyś z kolegą postawiłem śmiałą tezę, w której wprost wywyższyłem włoskiego kompozytora ponad jego konkurenta. Oto płaszczyzny w których cenię zdobywcę Oscara za Nienawistną Ósemkę ponad Hansa Zimmera.

Czytaj dalej O wyższości Morricone nad Zimmerem

Tęcza się wznosi i osiąga szczyt

Po moim ostatnim wpisie o albumie Rush, ponownie cofniemy się o 40 lat, do 17 maja 1976 roku. Wtedy to muzyczny świat wzbogacił się o drugi album zespołu Rainbow, zatytułowany Rising. Pragnę przypomnieć również, że wczoraj, to znaczy 16 maja, minęło 6 lat jak nie żyje Ronnie James Dio. Dzisiejszy wpis jest hołdem dla tego świetnego wokalisty i dla tej płyty, która jest jedną z najlepszych rzeczy, którą nagrał.

Czytaj dalej Tęcza się wznosi i osiąga szczyt

Elektryfikacja Dylana

Bodaj najbardziej znanym filmowym dokumentalistą muzyków z rockowych szczytów (Rolling Stones: w blasku świateł) czy źródeł takich muzyków inspirujących(znakomita historia bluesa) jest Martin Scorsese. Obiektem jego zainteresowania stał się  również Bob Dylan. który w filmie No direction home z perspektywy czasu dzieli się wspomnieniami z czasów gdy w jego artystycznej karierze nastąpił zwrot: zaczął wraz z zespołem The Band grać koncerty w pelni elektryczne, zostawiając za sobą cichą, folkową, bardziej liryczną przeszłość. Czytaj dalej Elektryfikacja Dylana

Na marginesie #1

Nie od dziś wiadomo, że popularność niekoniecznie idzie w parze z jakością i oryginalnością. Wiele zespołów jest zapomnianych właśnie przez to, że wyprzedziły swoją epokę, tym samym stając się niezrozumiałymi dla słuchaczy. Nierzadko niektóre nie trafiły po prostu w ówczesny gust muzyczny, a czasami historia (tak bardzo niesłusznie) zepchnęła te muzyczne perły na muzyczny margines. Jako miłośnik języka polskiego, spróbuję przypomnieć kilkanaście zapomnianych arcydzieł polskiej muzyki rockowej, bluesowej czy jazzowej. Na pierwszy ogień dziesiątka utworów z lat 1972-1995. Czytaj dalej Na marginesie #1

Do wszystkich planet Słonecznej Federacji: przejęliśmy kontrolę

Kanadyjskie trio Rush to jeden z najważniejszych zespołów grających rock progresywny. Z pewnością najbardziej przełomowym momentem w ich blisko 50-letniej karierze (zaczynali w 1968 roku!) jest wydanie czwartego albumu długogrającego. 2112, bo o nim mowa, ukazał się 1 kwietnia 1976 roku, czyli już 40 lat temu. Dlaczego akurat ten krążek okazał się takim ważnym dziełem pod którym podpisali się Geddy Lee, Alex Lifeson i Neil Peart? Odpowiedź właśnie na to pytanie jest podstawą tego wpisu.

Czytaj dalej Do wszystkich planet Słonecznej Federacji: przejęliśmy kontrolę